Leningrad
"Relacja z dużym "matem!""

15.05.2008, Warszawa, Palladiumkomentarze [ 3 ]


Nie ma co owijać w bawełnę - to był jeden z najbardziej wyczekiwanych koncertów w moim życiu. Po milion razy wysłuchanych płytach, setkach obejrzanych nagrań z koncertów na żywo, wysłuchanych legendach, relacjach, moje wyobrażenie o show, które dają na scenie, było wystrzelone co najmniej jak ego Sean Penna na ceremoni wręczania Oskarów. Raz w życiu mogę powiedzieć, że ani trochę się nie zawiodłem.

Sama informacja o koncercie spadła nagle. Plotki, które jednego dnia rozbiegły się po serwisach typu last.fm, a zaraz po nich oficjalne info od organizatora, firmy Karmazyn Records. Dzień był - jak się okazało - wyjątkowy, bo noc wcześniej ukochana drużyna piłkarska z Sankt Petersburga, FC Zenit wywalczyła sobie puchar UEFA, więc muzycy, o czym sami wspominali, byli w ten czas w wyjątkowo dobrych nastrojach, niektórzy aż nadto.

Jako support zagrała polska grupa Samokhin Band. Jak się niedługo miało okazać - nie był to do końca trafiony pomysł. Bo o ile techniką, doświadczeniem byli w stanie zaimponować, o tyle pomysłem na siebie i swoją twórczość (czy jego zupełnym brakiem) już nie. Raziła wtórność, nieudolne naśladownictwo choćby Leningradu (na taki zdarty, przepity głos jak Sznur, niestety, trzeba sobie ciężko zapracować). Do tego wszędzie podkreślana wielokulturowość zespołu była zarazem gwoździem do jego trumny - raz łapali się za rosyjski szanson, raz za arabskie smaczki, gdzie nawet drugi wokalista z odsłoniętym brzusiem postanowił nam zaprezentować swój kunszt folkorno-taneczny, a to tylko pogrążało występ. Niezła była gitara, sekcja dęta tym bardziej "dawała radę", ale na tle całości największym atutem okazało się to, że grali krótko - jakieś pół godziny.

Ledwie zdążyliśmy wyjść, ustawić się okręcającej się wokół korytarza trzykrotnie kolejki do bufeciku, a już dobiegły nas krzyki, piski i tupanie z sali koncertowej. Młodzież wokół odruchowo rzuciła na ziemię kubki z napojami, niewidomi białe laski, a lekarze noworodki i wszyscy niczym na uroczystym otwarciu nowego oddziału MediaMarkt pognali w oczywistym kierunku.

Zaczęli z kopyta. "Hello, Moscow! My svoj v dosku. Nie ustali vy ot hłamuru i łosku?" wyśpiewał Shnur i tak bez robienia żadnych przerw zagrali jednym tchem trzy kawałki z pierwszej połowy nowej płyty. ("Hello, Moscow!", "Muzyka dla mużyka" i "Paganini") Shnur tradycyjnie ze swoim wiosłem gitaro-podobnym, wielka, reprezentatywna sekcja dęta, gdzieś tam w tle typek spacerujący z wielkim bębnem na brzuchu. Oczywiście można powątpiewać w to, czy faktycznie był on potrzebnym muzykiem, czy bardziej elementem scenicznym, jak gibiąca się w prawym rogu sceny z ciemną (od solarki?) karnacją, napuszonymi włosami, odziana niczym średniej klasy tirówka diva zespołu, czy skąd inąd znany i lubiany miś-łysolek-mafioso, koncertowa maskotka zespołu, o którym trochę później. W końcu przy takiej ilości instrumentarium, hałasie, jaki robi grupa, kto dopatrzy się (dosłucha) czy to tego, że Shnura instrumentu przez większość utworów nie słychać, a jeden z dęciaków jest do tego stopnia "zrobiony", że jedynie może przykładać do ust instrument i udawać zaangażowanie.

Stałem z ...

(ciąg dalszy...)

Strona tego artykułu: [1] [2] [3] [4]




pokaż komentarze

Polecamy:

15.05.2008, Warszawa, PalladiumLeningrad

19.02.2008, Warszawa, Hard Rock CafeTomasz Lipiński & The T'lters

12-14 lipca 2007, WęgorzewoUnion Of Rock 2007

7-8 lipca 2007, SzczytnoHunterFest 2007

7-8 lipca 2007, CieszynNowa Muzyka 2007


Patronat
Galeria



© 2002 - 2009 Magazyn Pro-Rock. Wszelkie prawa zastrzeżone.
php engine by raven :: site design by metamorphosis :: rock

Sonda

Którą z wymienionych imprez najchętniej byś zaliczył?

Heineken Open'er Festival
Eko Union Of Rock
Basowiszcza
Festiwal Jarocin
Fląder Pop Festival
Globaltica
OFF Festival
Ostróda Reggae Festival
Creamfields