Snowman
"Porozkładane napięcia i namalowane obrazy"

rozmowa z Adamem Brzozowskimkomentarze [ 447 ]


14 marca w warszawskim Klubie Stodoła odbył się kolejny koncert z cyklu EuroRock Attack, w którym prezentowani są ciekawi artyści z różnych stron Europy. Gwiazdą wieczoru był Francuz, Yann Tiersen, jednak nie zabrakło na imprezie akcentu związanego z polską sceną – supportem był poznański zespół Snowman. Trzeba przyznać, że to reprezentant godny: intrygujący wokal, profesjonalni muzycy, każdy dźwięk przemyślany, a jednocześnie zaskakujący, dobre melodie, nastrojowość, umiejętność zaczarowania odbiorcy, żadnych kompleksów… naprawdę długo by można wymieniać. Sam weteran polskiego rocka, Zbigniew Hołdys, napisał o nich, że to „wielka, światowa klasa”, a także porównał do Dave Matthews Band i… Norah Jones. Co o tych porównaniach sądzi sam zespół, możecie przekonać się, czytając wywiad z Adamem Brzozowskim, odpowiedzialnym za instrumenty klawiszowe. Ponadto ujawniamy garść faktów związanych z wyczekiwaną debiutancką płytą Snowmana. To, że wreszcie się ona ukaże jest rezultatem wygranej w I edycji przeglądu Młode Wilki – Rebelia, również odbywającego się w Stodole.

Kasia Rogalska: Odnoszę wrażenie, że jest pewien problem, jeżeli można to w ogóle określić problemem, z nazwaniem muzyki, jaką Snowman wykonuje. Czy odczuwacie potrzebę klasyfikowania swojej twórczości?

Adam Brzozowski: Zupełnie nie postrzegam tego w kategoriach problemu. Być może ta sytuacja została stworzona na potrzeby tych, którzy lubią takie szufladkowanie. Pewnie bierze się to stąd, że każdy czuje wpływy, które my, muzycy, próbujemy nakreślić. To są elementy jazzowe, post-rockowe i elektroniczne. Być może stąd to się bierze.

W takim razie do jakiej publiczności chcecie trafić? Jaki powinien być słuchacz Snowmana?

Przede wszystkim pragniemy trafić do publiczności, która słucha. Bardzo mnie irytuje w trakcie koncertów uderzanie zapalniczką w kufel albo głośniejsze rozmowy. To jest bardzo nieprzyjemne i irytujące. Lubimy ludzi, którzy przychodzą na koncerty, żeby słuchać i po prostu czuć muzykę.

Wydaje mi się, że odbieranie Waszej muzyki w skupieniu wiąże się z jej klimatem. Większość utworów Snowmana, nawet tych, które nie powstały na potrzeby filmu lub teatru, brzmią jak ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu.

To nie jest odosobniona opinia. Już parokrotnie spotkałem się z takim zdaniem. To jest chyba związane z nastrojowością, którą zawsze chcieliśmy uzyskać. Nie gramy muzyki drapieżnej, czy bardzo mocno przebijającej się do przodu. To muzyka, która ma porozkładane napięcia – my to tak nazywamy. Jest w niej system, który prowadzi do rozwiązania i być może to kojarzy się ze specyfiką muzyki filmowej. Druga strona medalu jest taka, że gdzieś tam staramy się malować obrazy. Być może pozwalają one zobaczyć kolory podczas słuchania płyty, czy oglądania koncertu.

Pewnie nie wszyscy wiedzą, że Snowman tworzy również muzykę do filmów i spektakli. Mógłbyś o tym opowiedzieć?

To akurat wydarzyło się dzięki znajomości z Wojtkiem Wińskim z poznańskiego Teatru Usta Usta. Przed dwoma laty dostaliśmy bardzo miłą propozycję stworzenia muzyki do spektaklu, który był interdyscyplinarnym przedsięwzięciem. Odbywał się w starym, amerykańskim oldsmobilu. Widownia była ograniczona do sześciu osób, które siedziały wewnątrz tego samochodu. On jeździł po określonej trasie w Poznaniu, za oknami odbywały się sceny, a towarzyszyła im nasza muzyka. To była ogromna frajda, bo specyfika spektaklu była zupełnie różna od scenicznej. Tym bardziej zastanawialiśmy się, jak to narysować.
Inna strona naszej działalności pozakoncertowej, poza materiałem, który ukaże się na płycie teraz, to jest muzyka, którą stworzyliśmy do filmu „Nosferatu – symfonia grozy”. To też było fajne wyzwanie. Od początku przyjęliśmy założenie, że nie będziemy odbierać muzyki, która jest w tym filmie. Postanowiliśmy temu na sucho i na świeżo nadać swój kształt. No i okazało się, że chyba z niezłym efektem, bo zbieramy bardzo dobre opinie. Nadal gramy ten materiał, jest spore zainteresowanie. 21 maja zagramy „Nosferatu” w Berlinie. Będzie to koncert w ramach imprezy „Poznań w Berlinie”, organizowanej przez Urząd Miasta Poznania. To zupełnie coś innego niż normalne koncerty. Gramy pod sceny, musimy je bacznie obserwować, a z drugiej strony jest też duża możliwość do improwizacji. To dla nas świetna zabawa i z tego co wiem, podobnie odbiera to publiczność.

Macie też na koncie ciekawy eksperyment. Mówię o Waszym projekcie słuchowiska muzycznego, którego można było odsłuchać przez telefon.

To także była inicjatywa Wojtka Wińskiego z Teatru Usta Usta. Tego słuchowiska można było posłuchać w tym roku podczas trwania festiwalu maltańskiego w Poznaniu, jego tytuł to „Alicja 0 700 188 188”. To rzecz, którą współtworzyli od strony pomysłu i literackiej Wojtek Wiński, Kuba Mokrosiński oraz nasz przyjaciel Jarek Wieła i Julia Szubert. My opracowaliśmy to muzycznie. Bardziej polegało to na dźwiękach naśladowczych niż kwestiach aranżacyjnych. Też bardzo ciekawa sprawa.

(ciąg dalszy...)

Strona tego artykułu: [1] [2] [3]




pokaż komentarze

Polecamy:

Patronat
Galeria



© 2002 - 2009 Magazyn Pro-Rock. Wszelkie prawa zastrzeżone.
php engine by raven :: site design by metamorphosis :: rock

Sonda

Którą z wymienionych imprez najchętniej byś zaliczył?

Heineken Open'er Festival
Eko Union Of Rock
Basowiszcza
Festiwal Jarocin
Fląder Pop Festival
Globaltica
OFF Festival
Ostróda Reggae Festival
Creamfields