Crippled Black Phoenix
"Ballady końca świata"

rozmowa z Crippled Black Phoenixkomentarze [ 4 ]


Electric Wizard. Pantheist. Mogwai. W tle przewija się jeszcze nazwa Portishead. Taka mieszanka złożyła się na powstanie Crippled Black Phoenix. Przy okazji wydania debiutanckiej płyty 'A Love of Shared Disasters' przepytaliśmy szefa nowej formacji, Justina Greavesa.

Jak się czujesz, mając świadomość, że po 3 latach przygotowań, nowy album jest wreszcie dostępny?

Cieszę się, ze wszystko dotarło do tego punktu, jeszcze rok temu nie spodziewałbym się czegokolwiek, co dzieje się teraz. Nie planowałem wydania mojej muzyki, gdy zacząłem nagrywać piosenki. Robiłem to, ponieważ miałem kilka pomysłów i potrzebowałem się skupić na czymś, mając za sobą rok nieprzyjemnych spraw dziejących się w moim życiu. To była bardziej terapia, ale im więcej pracowałem, tym bardziej narastał pomysł nagrania i stworzenia zespołu. Przez pewien czas w zespole byłem tylko ja i Dominic. Nagraliśmy jakieś szkicowe demówki, a całość ewoluowała. Trzy piosenki z dema trafiły na album – te najbardziej przygnębiające. Tak więc teraz, całość urosła do rozmiarów czegoś, czego bym się nigdy nie spodziewał i świetnie się z tym czuję, a czuję się pewniej w kwestii prezentowania mojej muzyki na zewnątrz. To kompletnie różna sytuacja od tej, gdy grałem w innych zespołach. Myślę, że potrzebowałem przerwy, nie podobała mi się droga, którą obrała cała scena ciężkiej muzyki, a poza tym nie widziałem żadnego światełka w tunelu, żadnej alternatywy, więc to, co robię teraz dało mi szansę popatrzeć na muzykę i własne życie z perspektywy. Nagranie albumu odbyło się w lipcu tamtego roku i trochę czasu minęło, zanim materiał mógł się ukazać, więc czekam na premierę, bo przecież duża część czeka, by znaleźć się na drugiej części trylogii… Po prostu, lubię być ciągle zajęty.

Opisując muzykę zespołu, napisałeś, że Crippled Black Phoenix brzmi jak ‘zamęt ze szczyptą makabry’. Są jeszcze jakieś inne określenia twojej muzyki?

Ballady końca świata! Tak określamy naszą muzykę, najprościej mówiąc. Wiem, że Crippled Black Phoenix będzie kategoryzowany, bez względu na nasze brzmienie. Ludzie mają potrzebę nazywania wszystkiego i wolę podrzucić im jakiś pomysł, niż patrzeć potem jak, odwołując się do własnej wyobraźni, błądzą.

Zapytałem o szufladki, ponieważ twoja muzyka, trochę niesprawiedliwie i płytko, określana jest jako post-rock spod znaku Godspeed You! Black Emperor. Nie boisz się zatem, że z powodu durnej łatki, CBP nie trafi do odpowiednio przygotowanych odbiorców?

Nie boję się tego, co mówią ludzie, jak wspomniałem, to część robienia czegoś nowego. Osobiście, nie widzę związku naszej muzyki z GY!BE, ale wiem, że zostało to powiedziane, ponieważ gramy potoczyście i w kilku miejscach pojawiają się smyczki, choć to tylko część tego, co można w CBP znaleźć. Ludzie zawsze przypinają zespołom plakietki, wstyd jednak, że robią to po przesłuchaniu jednego czy dwóch utworów. Zobaczymy, co będzie się dziać już po wydaniu albumu. Słyszałem kilka opinii, przyrównujących nas do zespołów nurtu post-rocka, które są kompletnie różne, ale co można zrobić? Plakietki są dobre, niech jednak będą bardziej przemyślane i mniej, jak sam mówisz, płytkie. To jednak wada muzykowania, że ludzie, odwołując się do szufladek, rezygnują ze słuchania całości, ale coś takiego może stać się zawsze, czy tego chcemy, czy nie. Samo życie. Myślę, że określając CBP mianem ‘ballad końca świata’, wzięliśmy sprawy we własne ręce i daliśmy fanom pole do głębszych przemyśleń… Może mam za dużo wiary w szerszą publikę, ale lubię być optymistą i wierzyć, że ktoś, kto interesuje się muzyką, posłucha jej i zrozumie stojące za nią przesłanie.

W czasach trzyminutowych singli i piosenek ściąganych z itunes wydajesz album, w którym każda piosenka jest mniejszą częścią pewnej historii. Nie zakrawa to trochę na komercyjne samobójstwo? Singiel ‘Sharks & Storms’ raczej hitem fruwającym po pierwszych miejscach nie będzie.

(Śmiech) Hit z pierwszego miejsca… Nie wydaje mi się, żeby tak się stało. Nie interesuje mnie bycie ’radio friendly’ czy ściągalność piosenek. Właściwie rozpaczam teraz nad aktualnym stanem muzycznego przemysłu. Wygląda na to, że zatraciła się gdzieś kreatywność i oryginalność, kolejne zespoły (nie tylko te mainstreamowe, ale też alternatywne) za ostro skaczą nam wszystkim do gardeł, wszystko staje się bardzo płytkie a publika coraz bardziej pazerna. Wszyscy chcą wszystko teraz, tutaj, zaraz, natychmiast, nie mają cierpliwości, by wczuć się w muzykę. To błędne koło, wytwórnie zawzięcie chcą od nas pieniędzy, zespoły oczekują ciągłej gratyfikacji za muzykę atakując nowościami i mówiąc nam, czego powinniśmy słuchać. Niestety, publika to kupuje, to ją rozpuszcza i powoduje, że staje się ona jeszcze bardziej chciwa, chce więcej i więcej, nie czekając ani nawet nie płacąc za muzykę. To wszystko urosło to poziomu strumienia kiepskiej jakości muzyki ściąganej przez dzieciarnię, której kompletnie na tym nie zależy. Może to kwestia wieku, ale wyrosłem na słuchaniu albumów, kupowaniu winyli, gdzie razem z płytą dostawało się kompletny artwork dla wizualnej przyjemności, człowiek miał świadomość, że dostawał coś wartościowego za swoje pieniądze, a i widać było, że poprzez wydawnictwo zespołom zależało na ich wydawnictwach. Widzę teraz zbliżający się odzew, ludzie nie są głupi. Jest wiele współczesnych, zmieniających się ciągle trendów, ale jest duża grupa ludzi, która po prostu uwielbia muzykę i uszczęśliwi ją fakt, że artyście lub zespołowi zależy. Ludzie wycwanią się na syf, wciskany im przez wytwórnie… Przynajmniej mam taką nadzieję. Podsumowując,, album mający historię, z ustalonym porządkiem, będący swoistą podróżą być może jest samobójstwem, ale wolę robić to, niż mieć na koncie jeden hit, o którym wszyscy zapomną kilka tygodni później.

Czy współpraca w supergrupie, zrzeszającej członków Electric Wizard, Mogwai czy Pantheist przebiegała harmonijnie?

Tak, to przyjemność stworzyć taki zespół, choć nie nazwałbym go supergrupą w pełnym tego słowa znaczeniu. Myślę, że wszyscy mamy podobne pomysły, gust i podobny respekt wobec muzyki, którą tworzymy. Poza tym, wszyscy mamy pragnienie tworzyć coś zupełnie innego. Uważam siebie za szczęściarza, który znalazł grupę jednocześnie przyjaciół i muzyków, którzy lubią to, co robią i których coś naprawdę łączy. Zespół zszedł się w niezbyt typowy sposób, ale bardzo naturalnie stał się tym, czym jest teraz. Rozpocząłem od nagrywania piosenek z Dominikiem, bo już od kilku lat rozmawialiśmy o wspólnym projekcie, potem spotkałem Andy’ego i Kostasa i w tym momencie uświadomiłem sobie, że moglibyśmy stworzyć zespół. Poprosiłem więc mojego przyjaciela Niala Fiala pomoc. Aż tu nagle znaleźliśmy się w studio mając za sobą Geoffa Barrowa i Invada Records, ze wszystkimi piosenkami i zwerbowanym na wokal Joe. Gdy tylko zakończyliśmy nagrywanie, bardzo chcieliśmy dać muzyce wybrzmieć na żywo, zagraliśmy kilka małych koncertów w Wielkiej Brytanii, zabierając ze sobą Toma, Bricky’ego i Chippera. W tym miejscu się obecnie znajdujemy, przeprowadzamy próby jako zespół, sprawy układają się dobrze, wręcz nie może być lepiej. Niektórzy mają inne projekty, zobowiązania, więc zdarzą się sytuacje, w których nie będziemy grać w obecnym składzie, ale CBP stał się zespołem, i to z długofalowymi planami na przyszłość. Od momentu, gdy odszedłem z poprzedniej kapeli, gdy rozpoczynałem swój „projekt”, wiele rzeczy się zmieniło. Miejmy nadzieję, że w przyszłości będzie dziać się wiele.

(ciąg dalszy...)

Strona tego artykułu: [1] [2] [3]




pokaż komentarze

Polecamy:

Patronat
Galeria



© 2002 - 2009 Magazyn Pro-Rock. Wszelkie prawa zastrzeżone.
php engine by raven :: site design by metamorphosis :: rock

Sonda

Którą z wymienionych imprez najchętniej byś zaliczył?

Heineken Open'er Festival
Eko Union Of Rock
Basowiszcza
Festiwal Jarocin
Fląder Pop Festival
Globaltica
OFF Festival
Ostróda Reggae Festival
Creamfields